Mecz Lecha z Manchesterem
Mecz rewanżowy Lecha z Manchesterem City był długo wyczekiwanym wydarzeniem przez poznaniaków i nie tylko. Nikt nie spodziewał się, by Lech miał szansę wygrać, lecz emocje narastały z każdym dniem. Wiele osób chciało po prostu zobaczyć słynną angielską drużynę na rodzimym boisku, jednak tutaj poznaniacy spotkali się ze srogą porażką. Choć wielu z nich stało już w kolejce po bilety o czwartej rano, tylko nielicznym udało się je nabyć. Za to wielki zysk zanotowali ludzie, którzy odsprzedawali później zakupione w większej ilości bilety. Ten, kto znalazł się przed meczem na ulicy Bułgarskiej, z pewnością mógł się spodziewać problemów z dotarciem do miejsca zamieszkania. Na skrzyżowaniu tuż przed stadionem ruchem drogowym kierowali policjanci, jednak i oni nie radzili sobie ze wszystkim. Wystarczyło, by kilkadziesiąt osób mimo braku pozwolenia zaczęło przechodzić przez jezdnię, by zablokować cały ruch i zakorkować jedną trzecią miasta. Pierwszy gol, który strzelili przeciwnicy, okazał się jednocześnie ostatnim. Nie wiadomo, co sprawiło, że zawodnicy Lecha nagle odzyskali siłę – w pierwszym meczu z Manchesterem było przecież zupełnie odwrotnie. To Polacy strzelili pierwszego, a przy tym ostatniego gola, po którym nagle oklapli. Wyglądało to, jakby po golu uzyskanym przez przeciwnika przestali wierzyć w siebie i po prostu pozwolili Anglikom przejąć inicjatywę i zdobyć następne bramki. Mieszkańcom miasta Poznań pozostawało tylko przyglądanie się, jak Lech pozwala przeciwnikom się ośmieszać. Wszyscy po prostu czekali, aż zespół z Poznania sam zacznie dodatkowo strzelać sobie bramki. Dlatego właśnie mecz rewanżowy okazał się całkowitym i niezwykle pozytywnym zaskoczeniem.